Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 listopada 2012

Maryla Is My Homegirl

Długo zbierałem się za kolejny post. Długo, bo pora opisać kapelę która wzbudza swoją działalnością totalnie skrajne reakcje. Mowa tu oczywiście o gwiazdach polsatcore'a -  Eris Is My Homegirl.

Na początku chciałbym skupić się na tym, co najważniejsze, czyli na muzyce. Nie ma co się tutaj specjalnie rozwodzić: moim zdaniem w kwestii muzycznej EIMH nie ma do zaoferowania totalnie nic ciekawego. Bardzo wtórne i proste, wręcz amatorskie kompozycje, surowa technika, kiepska sekcja i wszystko to polane sosem z autotune'a. Ogólnie rzecz ujmując muzyka ociera się trochę o muzyczny pastisz, dlatego całe szczęście, że widać u chłopaków pewną dozę dystansu do siebie. A przynajmniej było go widać jeszcze jakiś czas temu, bo ostatnio jego ilość jakby zmalała, ale o tym dalej.

Nie ukrywam, że z ciekawością obejrzałem ich pierwsze występy w eliminacjach do Must Play With Maryla na polsacie. Było nie było, to pierwsze pojawienie się w rodzimej TV (i w sumie w masowej świadomości widzów takiego rodzaju programów) muzyki, która jest mi bliska.
No i co tu dużo gadać, pierwsze wrażenie było fatalne. Śmiać mi się chciało. Nie wiem, czy to ten chamski autotune, czy kwadratowe granie, ale po prostu z miejsca uznałem, że ta kapela tworzy tak strasznie biedną muzykę, że nic z tego dobrego nie wyniknie.
Natomiast na łopatki rozłożyła mnie TOTALNIE reakcja szanownego jury. Spodziewałem się pojazdu po całości, a tymczasem wszystkim się podobało. WU-TE-EF. Skoro taki doświadczony kompozytor i generalnie utalentowany muzycznie człowiek jak Adam Sztaba nie był w stanie dostrzec nic złego w tym wszystkim, to moja wiara w jakość artystyczną tego typu programów upadła ostatecznie na wieki. Albo to ja chuja wiem. W każdym razie farsa trwała aż do finału, a później jeszcze odbijała się niczym porządna polska kiełbona przy okazji różnych eventów w stylu sylwestra z polsatem, znanego również jako małgośka z bidonami.

Eris Is My Homegrill podzieliła scenę. Jest to fakt, któremu trudno zaprzeczyć. Znaleźli się hejterzy, byli także obrońcy. Interesujący jest fakt, że w zasadzie obie strony używały trafnych i wcale nie przesadzonych argumentów.
Bo prawdą jest, że muzyka EIHM jest kiepska. Jest kiepska z albumu, jest kiepska na żywo, koniec kropka. Są ludzie, którzy uważają, że im się podoba, ale nie sądzę, by ktokolwiek, kto lubi taki typ core'a z czystym sumieniem powiedział, że woli posłuchać Erisów niż chociażby wczesnego Attack Attack (lol).
Prawdą jest też to, że chłopaki są na maksa pretensjonalni w tym co robią. Widać że show na żywo (mimo że całkiem okej) jest wymuszony, że pewne elementy ich muzyki są tam, bo tak nakazuje kanon tego nurtu. To wszystko sprawia wrażenie fałszu i w rezultacie nie mam wrażenia obcowania z prawdziwą kapelą, a bardziej z czymś stworzonym na potrzeby tego nieszczęsnego programu.

Rację mają także obrońcy. Prawdą jest bowiem to, że występ w TV przyczynił się do nagłego, gwałtownego wzrostu zainteresowania tego typu muzyką, wśród młodzieży gimnazjalnej innego targetu, niż ludzie, którzy zwykle przychodzą na koncerty i "na codzień" operują na scenie. Zaowocowało to zdecydowanym polepszeniem frekwecji i nowych twarzy na gigach w okresie największego hypu na Erisów. Wiadomo, że część z nich to sezonowi fani. Jednak nawet jeżeli jakiś mały procent zdecyduje, że taka muzyka jest całkiem fajna i będzie przychodził na kolejne koncerty innych zespołów, to będzie to jak najbardziej plus, który można zapisać na konto EIMH. Do tego jak już wspomniałem w poście o Jenna Eight[*], Erisi od samego początku mocno promowali inne polskie kapele i chociażby to powinno zasłużyć na respekt nawet u największych hejterów.

Ja z wydaniem ostatecznego werdyktu wstrzymałem się do chwili, kiedy moda na erisów nieco ucichnie i będzie można ocenić prawdziwą wartość kapeli normalnymi metodami. Myślę, że ten moment już nadszedł.
Eris Is My Homegirl wykorzystali swój prime time całkiem nieźle. Przez rok zagrali więcej koncertów niż nie jedna inna kapela przez cały swój okres działalności. Otrzaskali się trochę ze sceną, nagrali jakiś materiał, zrobili niezłe, profesjonalne video. Są fundusze - są efekty. Jednak jedno pozostało niezmienne. Słaba muzyka. Oczywiście wiadomo, że to czy komuś podoba się to co grają, czy nie, to już kwestia osobnicza. Niestety wbrew temu co sami o sobie mówią, nie jest to jakiś mixstylecore, który ma nie wiadomo co udowodnić, tylko raczej kiepski amalgamat inspiracji trance core'owymi kapelami z USA. 

Do tego dochodzi pewien problem, który poniekąd eksmituje EIMH ze sceny hc/mc/dc, która w dużej mierze jest DIY i szanuje zespoły, które są w porządku wobec organizatorów, publiczności i innych kapel i co tu dużo mówić - NIE GWIAZDORZĄ. Problem ten nazywa się ego. Otóż, pozwólcie, że przytoczę Wam mały fragmencik z ridera PEWNEJ KAPELI:

"Potrzebujemy na backstage min.:
- 2 talerze plastry różnych rodzajów wędlin oraz serów
- świeże owoce
- bułki oraz rogale
- chipsy, orzeszki, żelki i inne przekąski,
- croisanty z toffi i czekolada
"

I może jeszcze kurwa wodę Perrier oraz tajski masaż małżowiny usznej? Bitch please, co to ma być, Rihanna? Nie zrozumcie mnie źle, rider techniczny, to świetna sprawa i każdy zespół uważający się za profesjonalny powinien taki mieć, ale croisanty z toffi mnie ścięły do gleby. Nie wiem, czy to inwencja twórcza zespołu, czy może ich menago, ale jest to jednak conajmniej śmieszne, biorąc pod uwagę jak mało zespół reprezentuje sobą w kwestiach muzycznych. Widziałem że ludzie pytali o to, czy to autentyk - cóż, jak widać po rekacji menago poniżej to autentyk sto pro - a sam rider krążył swego czasu po Internecie.
Oprócz tego wkurwia mnie żebranie o lajki i klikniecia w konkursach na kolejne występy na masowych spędach. Macie kasę i możliwości, to nagrajcie taki album, żeby organizatorzy tych wszystkich festiwali SAMI was zaprosili...

Post wyszedł mi niemiłosiernie długi a i tak pewnie nie objąłem wszystkiego co bym chciał. Liczę na Was drodzy trolle i internetowi napinacze, że dopowiecie co nieco w komentarzach. Co do kapeli, to mam nadzieję, że nagrają fajny album i że nie pochłonie ich fejm w stylu ostatnich przygód pana Ronniego Radke (ex. Escape The Fate), czy Jonnego Craiga.

Na koniec zdjęcie z parkingu przed klubem, w którym grało koncert Eris Is My Homegirl.



HE.

- OD

środa, 14 listopada 2012

lubimy to #2 - Paulo Sergio

Dzisiaj trochę szerzej o syntetycznej kapeli z Bydgoszczy - Paulo Sergio. Syntetyczna, bo istnieje głównie w internetach i gra maks 3 koncerty na rok, do tego wszystkie w swoim województwie, no najwyżej w jednym obok. Fail.


Niesamowicie biedna jest nazwa tego zespołu. Pierwsze kilka wyników w google to piłkarze, albo trenerzy piłkarscy. Samych zespołów, bądź muzyków o tej nazwie/imieniu jest przynajmniej kilka/kilkoro. Generalnie bez trollowania - wiem, że chodzi o jakiegoś typa, który napadł na bank, ale pls już chyba lepiej było nazwać się Janusz Rewiński, Smutne Oczy Drobiu, albo K.A.S.K. Oh wait...

Oczywiście wiem, że brak aktywności koncertowej spowodowany jest trudnościami ze znalezieniem perkusisty, natomiast szukanie na siłę kogoś "kto ogarnia polirytmię", której w muzyce PS jakoś super dużo nie ma, jest trochę na wyrost i może w rezultacie bardzo źle skończyć się dla kapeli.

Natomiast cała reszta...Muzyka z Rules of Symmetry broni się TOTALNIE sama. Świetne kompozycje, zajebiste, wpadające w ucho riffy, solóweczki i masywny sound. Może trochę zbyt skompresowany jak zauważył któryś z czytelników, ale takie jest prawo tego rodzaju metalcore'a. Za każdym razem po przesłuchaniu epki żałuję, że jest taka krótka. I dobrze. Wolę jak jest krótko ale z przytupem, niż gdybym miał słuchać mielenia pizdy przez 13 kawałków. Srać na wypełniacze. Widocznie jest to kolejna kapela która przykłada się do swojego matexu i nie wypuszcza w świat bubli odjebanych na pół gwizdka. Przekłada się to na stosunkowo niewielką ilość wydanego materiału, ale jak już zgodnie ustaliliśmy nie jest to nic super tragicznego. Jedyna rzecz która mnie boli w tym albumie, to bardzo baaardzo przeciętny wokal, który troszkę psuje ogólne wrażenie. Wyraźnie słychać kiepską dykcję i raczej słabą, monotonną technikę wokalisty, którego na szczęście w kapeli już nie ma. Mam nadzieję, że z nowym krzykaczem będzie w tej materii lepiej.

Jest to po prostu kapela, która robi dużo rzeczy dobrze. Ich kompozycje są przemyślane, słychać, że wszystko jest nagrane równiutko. Mają jeden DOBRY i DOBRZE WYDANY album. Mają jeden wzór koszulki, który jest DOBRY. I tak powinno być. Treść ponad formą. Wszystkie kapele, które właśnie szykują kurwa CZAPKI a porządnie wydanej muzyki nie mają wcale, powinny się zastanowić.

Dział lubimy to stworzyłem z myślą o młodszych kapelach, które zasługują na szersze rozpoznanie. Dlaczego zatem piszę tu o Paulo Sergio, które istnieje już w sumie od kilku ładnych lat? Ano dlatego, że sądzę, iż jeszcze nie do końca udowodnili swoją wartość. Wylali zdecydowanie za mało potu na scenach.

Mówi się, że symetria to estetyka głupców. Ja mam nadzieję, że chłopaki pójdą po rozum do głowy i szybko ogarną garowego, nawet takiego, którego będzie trzeba podszkolić, bo ich potencjał się marnuje. A jak coś się za długo marnuje to gnije i w gówno się obraca. Tym oto akapitem pełnym erudycji, przenośni i aluzji kończę ten wywód.

Lajkujcie Paulo Sergio na facebooku i spamujcie im tablicę, by zmienili tą sucharską nazwę.
http://www.facebook.com/paulosergioband

- OD

Ps. Pozdrowienia dla Matki Boskiej Deathcore'owej, bardzo doceniam wspomnienie o mnie :3
http://www.facebook.com/matkaboskadeathcoreowa

Pss. Dziękuję za wszystkie maile z sugestiami. Poznałem kilka nowych perełek dzięki temu. Mały spojler - KILKANAŚCIE osób poprosiło o BABE.

czwartek, 8 listopada 2012

Straszne dźwięki, boję się ich.

Dzisiejszy post sponsoruje Soundfear. Na zdjęciu poniżej kapela z fanami.


Soundfear to prawdziwi Indianie naszej rodzimej sceny. Konkretnie Aztekowie.

Widziałem ich na żywo kilka razy i niestety zawsze wychodziłem nieco zawiedziony ich występem. No dobra, nie nieco, tylko bardzo. Dopóki nie ukazała się epka "676" miałem totalną awersję do ich muzyki. Po pierwsze widać było brak ogrania materiału. Wychodzę z założenia, że nawet gorzej skomponowana muzyka obroni się, gdy będzie zagrana w punkt. Jest to absolutnie kluczowa sprawa przy graniu na żywo. Tego mi w Soundfear zawsze brakowało. W zasadzie, moim skromnym zdaniem, elementem kładącym występy tej kapeli był perkusista. Bardzo nierówna i strasznie, ale to strasznie surowa technika. Charakterystyczny moment to tzw. pralka:


Nic, tylko przynieść pranie i zapodać chłopakowi do centralki. Zapierdoli bez zagnieceń.

Czasu przeszłego użyłem w powyższym akapicie z dwóch przyczyn: 
1. Po przesłuchaniu epki mój odbiór zmienił się, może nie diametralnie, bo niestety taka muzyka wciąż mnie potwornie nudzi, ale na pewno dostrzegłem w kompozycjach pomysł. Brzmienie wyciągnięte w Aurora studio  zdecydowanie poprawiło moje odczucia. Być może teraz słysząc ich na żywo wychwycę poszczególne motywy i nie zostanę zalany ścianą hałasu. Niestety nadal słyszalne są elementy polcore'a.
2. Chłopaki właśnie ogłosili zmianę w składzie i ku mojej radości okazało się, że chodzi o perkusistę! Nie widziałem jeszcze pana Pucka na żywo, ale widziałem za to jego drum cover War From A Harlots Mouth i widać, że koleś wie co robi. Moim zdaniem Soundfear skoczy dzięki temu o kilka leveli wyżej.

Jedyną moją wątpliwość budził i wciąż budzi podwójny wokal. Obaj krzykacze mają na tyle podobną barwę głosu, że nie widząc ich przed sobą czasem trudno odróżnić kto się drze. Zajmowanie w tej sytuacji cennego miejsca na scenie jest równie bez sensu, co kilt niegdyś wdziewany przez jednego z wokalistów. Co ma w ogóle, kurwa, kilt do Azteków? Czy to jest jakaś silna inspiracja Kornem? Tak czy siak Sołtys ma mimo wszystko o wiele mocniejszy wokal i ze spokojem pociągnął by wszystkie partie sam, ale wiecie, just sayin'. 

To tyle o Soundfear - widzę że informacje o nich przedostają się w różne miejsca sieci. A to napisze o nich jakiś portal muzyczny, a to dostaną ładną ocenę za album (IMO troszkę na wyrost, ale tak czy siak gratki). Bardzo fajnie, bo to pracowite i szczere chłopaki. Wierzę, że z czasem wyrobią się muzycznie. 

Ogłoszenia parafialne:

Dziękuję za maile i sugestie dotyczące kapel, którym powinienem się przyjrzeć. Co prawda póki co nie zaskoczyliście mnie niczym czego bym nie znał, ale zawsze warto próbować. Dziękuję też za maile z miłymi słowami wsparcia. Dziękuję w końcu za maile z ofertami matrymonialnymi, tak, lubię się pierdolić.

Widziałem w internetach, że ludzie mają problem z komentarzami. Pogmeram w layoucie żeby coś zmienić. 

- OD




wtorek, 6 listopada 2012

Drown My Day

Tylko u mnie nowe logo Drown My Day:

 I nowa CVLT TRV sesja foto do wkładki albumu:

DMD jest jedną z najlepszych kapel około core'owych w Polsce. Koniec kropka. Ciężką pracą i profesjonalną postawą zasłużyli sobie w pełni na to gdzie są. Ba, powiem więcej, po wydaniu "Forgotten" które poziomem, moim skromnym zdaniem, przebijało dokonania takich ogólnie poważanych kapel jak chociażby Bleed From Within, powinni objeżdżać europejskie festiwale i sceny. Niestety tak się nie stało. Na drodze stanęło pewnie to, że mieszkamy wszyscy w smutnym kraju zwanym Polska, z którego wybić się jest niesamowicie ciężko. Na drodze stanęło jak mniemam także odejście ze składu Zvisha. Wreszcie przeszkodą na drodze do eurofejmu był pewnie również wielki brzuch Groova :(.
Niestety, Drown My Day już nigdy nie nagra lepszego albumu niż Forgotten i wybicie się poza Polskę będzie jeszcze trudniejsze niż po wydaniu tejże EPki. Tak, powiedziałem to, a teraz wytłumaczę dlaczego.

niedziela, 4 listopada 2012

lubimy to #1 - Siren's Dawn

Jak słusznie ktoś zauważył w komentarzu, można by pokusić się o wspomnienie o kilku godnych uwagi kapelach z Polski. Na szczęście mamy ich całkiem sporo. Bezpiecznie można powiedzieć, że poziomem wykraczają poza wąsate ramy polcore'u (definicję tego pojęcia znajdziecie w zakładce INFO, powyżej).

Dzisiaj kilka słów o Siren's Dawn.

http://www.facebook.com/sirensdawn

 Ok, słychać momentami, że nie wszystko jest super sterylnie zagrane i nagrane, czasem kompozycja trochę przykuleje, niektóre riffy jakby skądś znane, ALE! Moim zdaniem jedną krótką epką skasowali kilka zdecydowanie dłużej działających składów. Jest w tym wszystkim potencjał, a chłopaki mają świetny warsztat muzyczny. Dość powiedzieć, że grają jako kwartet (na jedną gitarę), a na żywo ich muzyka wcale nie traci konsystencji i kopa. Uznanie należy się tutaj zdecydowanie gitarzyście, bo mało komu udaje się efektywnie (i efektownie) zagrać metalcore na jedną gitarę, a nie każdy jest Markiem Okubo z Veil Of Maya. Reszta składu również bardzo sprawnie radzi sobie ze swoimi instrumentami (oczywiście łącznie z wokalistą).
Ogólnie widać, że chłopaki  podchodzą do grania rzetelnie. Nie robią durnych teledysków na siłę, nie mają 23 wzorów koszulek - skupiają się na tym co ważne. Myśląc o Siren's Dawn nie widzę polewania na koncertach fanek Jackiem Danielsem (true story o jednej z kapel z Warszawy*), widzę, a raczej słyszę ich muzykę, która moim zdaniem broni się sama i to nie tylko na tzw. polskiej scenie.

Nie ukrywam, że pokładam w tym zespole spore nadzieje i mam nadzieję, że kolejne wydawnictwa utwierdzą mnie w przekonaniu, że chłopaki grać potrafią.

-OD

*Chodzi o Better Than Suicide - kurwa, chyba najgorszy występ stulecia. Haniebne gówno. Świetny materiał na hate post, ale chyba poszli po rozum do głowy i zawiesili działalność.

czwartek, 1 listopada 2012

Spal tę wiedźmę

Nie, żebym się jakoś specjalnie uwziął na Kraków, ale te kapele naprawdę aż się proszą...


Burn The Witch to poprawny metalcore zagrany na modłę Parkway Drive i temu podobnych kapel. Nic odkrywczego, ale trzeba przyznać, że BTW to jedna z tych kapel, które z czasem się rozwinęły. Widziałem ich na żywo kilka razy, za każdym razem było trochę lepiej, ciekawiej, kompozycje ewoluowały w dobrym kierunku.

Wtem nadeszła ich EP. Zanim przejdę do sedna - w Internetach basista BTW wypowiada się zwykle tonem znawcy muzycznego/sprzętowego i ogólnie wydaje się, że wie co mówi. Gada z sensem, więc jest to akceptowalne. W takim razie niech ktoś mi powie jak w tej sytuacji mógł on zaakceptować TAKIE brzmienie na EPce. Prawdę mówiąc nie wiem jak ktokolwiek, kto ma uszy i potrafi obiektywnie spojrzeć na muzykę mógł dopuścić, by takie coś ujrzało światło dzienne...
Wtem, kiedy już myślałem, że nie może być gorzej, ukazał się powyższy klip. NAWET NIE WIEM OD CZEGO ZACZĄĆ.
- Brzmienie jest skompresowane tak, że w rezultacie jest cieńsze niż dupa węża. To jest autentyczne marnowanie czasu i pieniędzy poświęconych na produkcję tego klipu.
- Fabuła oryginalna jak chiński ajfon. Podobny pomysł pokazali w teledysku chociażby Diamonds & Guns, żeby daleko nie szukać.
* Na szczególną uwagę zasługują natomiast "czyste wokale" (w okolicach 4 minuty). Jasny chuuuj, stary, nie umiesz śpiewać, nie rób tego. O ile reszta tego co napisałem może być moimi subiektywnymi wypierdzinami, tak ten fakt nie podlega dyskusji. To jest komizm w czystej postaci. Jeżeli już koniecznie BTW chcieli te wokale, to chociaż trzeba było użyć autotune'a.

Mam nadzieję, że BTW się ogarną, bo mają spory potencjał, byle go tylko nie przekreślić takimi strzałami w kolano.

- OD